W ostatnich miesiącach z mediów płynie wyraźny przekaz: sztuczna inteligencja zabiera nam pracę. Kolejne firmy technologiczne ogłaszają redukcje zatrudnienia, tłumacząc je inwestycjami w AI i automatyzacją. Problem w tym, że to najwygodniejsza wymówka dla menedżerów od czasów pandemii, a prawda jest znacznie bardziej prozaiczna — i mniej wzniosła.
Gdy gigant taki jak Intel ogłasza zwolnienie 15 proc. załogi, a w tle słychać szum o sztucznej inteligencji, łatwo uwierzyć w narrację o technologicznej rewolucji . Gdy Aldi redukuje zatrudnienie w krakowskim centrum finansowym, a zwolnieni pracownicy słyszą o AI przejmującej ich zadania, wydaje się to nieuniknionym biegiem historii . Ale czy na pewno?
Liczby, które nie grają
Przyjrzyjmy się faktom. W 2025 roku pracodawcy w samych Stanach Zjednoczonych przypisali sztucznej inteligencji około 50 tysięcy planowanych zwolnień . Brzmi poważnie? Owszem, dopóki nie uświadomimy sobie, że to zaledwie ułamek procenta całkowitej liczby redukcji. Co więcej, badacze z Yale Budget Lab nie znaleźli jak dotąd żadnych dowodów na to, by AI w istotny sposób zmieniała strukturę rynku pracy . Sztuczna inteligencja, mówiąc wprost, jeszcze masowo nie zastępuje pracowników.
Skąd zatem ta narracja?
Efekt „AI-washing”
Fenomen ma nawet swoją nazwę: AI-washing. To analogia do znanego nam greenwashingu — sytuacji, gdy firmy udają ekologiczne, by poprawić swój wizerunek. W tym przypadku korporacje udają nowoczesne i technologicznie zaawansowane, ukrywając prawdziwe powody cięć .
— Nie znam dokładnego odsetka, ale istnieje zjawisko AI-washingu, gdzie ludzie obwiniają AI o zwolnienia, które i tak by przeprowadzili — przyznał niedawno sam Sam Altman, CEO OpenAI, firmy stojącej za ChatGPT . Trudno o bardziej wiarygodne źródło — twórca rewolucji AI sam studzi nastroje i demaskuje korporacyjne gierki.
Prawdziwy powód? Prosta księgowość
Co zatem stoi za decyzjami o redukcji etatów, jeśli nie postępująca automatyzacja?
Odpowiedź znajdujemy w raportach finansowych big techów. Amazon, Microsoft, Meta i Alphabet (Google) wydadzą w tym roku łącznie ponad 200 miliardów dolarów na rozwój sztucznej inteligencji . To koszty, które muszą skądś pochodzić. Inwestorzy z Wall Street patrzą na wyniki kwartalne i oczekują profitów. Gdy tych brak, a wydatki na AI szybują w górę, firmy stają przed prostym wyborem: ciąć koszty gdzie indziej.
Jak trafnie ujął to jeden z byłych pracowników Microsoftu zwolniony podczas fali redukcji: — Podejrzewam, że te zwolnienia mają zrekompensować ogromne wydatki na infrastrukturę AI. Z tej perspektywy AI rzeczywiście zjada twoją pracę — nie przez wzrost produktywności, ale przez przejadanie budżetu .
Wstydliwy sekret Doliny Krzemowej
Prawda jest więc znacznie mniej efektowna niż wizja maszyn przejmujących ludzkie obowiązki. Giganci technologiczni przepłacili w czasie pandemii, zatrudniając na potęgę w oczekiwaniu na wieczny boom. Dziś ten boom wyhamował, a koszty pracy trzeba zredukować. Tyle że przyznanie się do błędu w ocenie sytuacji rynkowej jest dla prezesów upokarzające. Znacznie lepiej brzmi: „dostosowujemy się do ery sztucznej inteligencji”.
Amazon to doskonały przykład. Firma zwolniła 30 tysięcy pracowników korporacyjnych, by później jej szef Andy Jassy przyznać, że prawdziwym powodem były… nadmiar etatów i zbyt rozbudowana biurokracja. „Spotkania przed spotkaniami” — jak to sam określił . O AI nie było już mowy.
Podobnie IBM — po głośnych zapowiedziach wstrzymania rekrutacji na 7800 stanowisk, które miała przejąć AI, dziś ogłasza zwiększenie zatrudnienia .
Kto na tym zyskuje?
Korporacje grają na dwa fronty. Z jednej strony uspokajają inwestorów obietnicami nowej ery efektywności. Z drugiej — zyskują społeczne przyzwolenie na zwolnienia. Bo przecież z AI nie wygrasz, to naturalny bieg rzeczy, lepiej się dostosować.
Prof. Molly Kinder z Brookings Institution wyjaśnia to bez ogródek: — Z perspektywy zarządu przekaz, że „osiągnęliśmy oszczędności dzięki wdrażaniu zaawansowanych technologii”, jest znacznie bardziej przyjazny inwestorom niż wyjaśnienie, że „biznes ma trudności”.
Nie dajmy się zwieść
Oczywiście AI w końcu zmieni rynek pracy. Sam Altman ostrzega, że w ciągu najbliższych lat faktyczne skutki automatyzacji staną się odczuwalne . Ale na dziś sztuczna inteligencja jest przede wszystkim wymówką. Wygodną, efektowną i trudną do podważenia.
Tymczasem pracownicy tracą etaty nie dlatego, że algorytmy są lepsi w ich pracy, ale dlatego, że firmy muszą sfinansować zakup drogich procesorów Nvidii i budowę centrów danych. To nie rewolucja technologiczna, tylko zwykła księgowość — tyle że podana w atrakcyjniejszym opakowaniu.
Warto o tym pamiętać, gdy następnym razem usłyszymy o zwolnieniach „z powodu AI”. Za tym hasłem najczęściej kryje się stara, dobra presja na wyniki finansowe. A praca, przynajmniej na razie, pozostaje tam, gdzie była — tyle że jest jej mniej, bo korporacje muszą spłacać rachunki za swoje technologiczne zachcianki.